Ostrym kołem ze Śląska na Mazury? Czemu nie!

Oskar Szwan to student Politechniki Wrocławskiej i rowerowy konstruktor, zdobywca nagrody KOKOS w kategorii hit komercyjny za jego projekt składanego roweru typu ostre koło. Jest on także szczęśliwym posiadaczem single speeda Loca Bikes w kolorze zielonej butelki.

W sierpniu 2017 ruszył nim z solidnym obciążeniem w trasę z Piekar Śląskich na Mazury. Czy jego wyprawa się powiodła? 

Słowo przekazujemy samemu Oskarowi, który przesłał nam swoją relację:

"Podam same konkrety, bo długo by opowiadać. Wyruszyłem z Piekar Śląskich i miałem dwa cele najpierw dojechać na Mazury, gdzie czekał na mnie mój brat ze znajomymi, a potem ruszyć jeszcze nad morze, bo w sumie to warto zamoczyć nogi nad polskim morzem. 

Pierwszy dzień dość mocno świeciło, ale dojechałem do Częstochowy gdzie złapał mnie deszcz i już nie było tak przyjemniej jak wcześnie,j ale mimo wszystko dojechałem do Piotrkowa Trybunalskiego, a tam wynająłem sobie pokój na jedną noc.

Następnego dnie ruszyłem dalej z myślą, że przejadę sobie przez Warszawę, bo dawno tam nie byłem. Jakimś cudem dojechałem, ale byłem już bardzo zmęczony. W te dwa dni zrobiłem około 300 km więc po dojechaniu do Warszawy myślałem tylko o tym żeby odpocząć. 


Trzeciego dnia ruszyłem z Warszawy do Ciechanowa 90 km, ale niestety musiałem przyśpieszyć tą podróż i z Ciechanowa podjechałem pociągiem do Olsztyna, gdzie spałem pod namiotem. 
Następnego dnia zrobiłem sobie dzień odpoczynku i od rana do wieczora zostałem jeszcze w Olsztynie jednak potem musiałem ruszyć, bo okazało się ze mój brat będzie szybciej w Mikołajkach dla tego musiałem przejechać ostatnie 95 km w nocy no i gdyby nie czołówka to mogło by być nie za ciekawie. 


Tak dotarłem do Mikołajek byłem tam trzy dni. a potem ruszyłem do Władysławowa.
Z miejscowości Ruciane-Nida ruszyłem pociągiem do Malborku, a z tamtąd dojechałem tego samego dnia do Władysławowa przejechałem około 120 km. Na miejscu zatrzymałem się u znajomych i spędziłem tam dwa dni.



Łącznie wyprawa trwała 9 dni. Z Władysławowa wróciłem bezpośrednio do Katowic.

Zrobiłem około 510 km. 




Co do samego roweru. Idealny kompan mimo tego, że jechałem na jednym przełożeniu. Przód 46 tył 16 zębów i całkiem dobrze się to sprawowało. Tylko raz zszedłem z roweru na całej trasie, bo górka była bardzo stroma, a rower też miał swoje obciążenie. Mimo tego jechało się komfortowo i co ciekawe gdyby nie plecak, przez który bolały mnie plecy to ta trasa byłaby wręcz najlepszą przyjemnością, bo rower bardzo wygodny. Ale nie ma to jak ściągnąć cały ekwipunek i pośmigać bardziej hardkorowo. Przy codziennym użytkowaniu, a dość często jeżdżę wieczorami rower jest tak cichy, że nawet ludzie słyszą chyba tylko podmuch wiatru, no ale wiadomo trzeba pamiętać o nasmarowaniu łańcucha co jakiś czas zwłaszcza jak się dużo jeździ".